WSH dało czadu!

Kolejny weekend, gdzie zajęcia odbywały się od 8-20. Zaopatrzony w prowiant i herbatę, wybrałem się do jadalni, po plastikowe kubeczki (z termosa przecież źle się pije).

Schodzę po schodach, mijam punkt ksero, a moim oczom ukazał się Raj.

1

 

Kącik studenta w stylu Ikea. Wygodnie i komfortowo, nie to co twarde ławki. Jest to miejsce, w którym z przyjemnością można się uczyć… i robić inne rzeczy :)

Jak wygląda egzamin w WSH?

Siedzimy sobie w sali 005, na pierwszym terminie, z bardzo sympatycznym wykładowcą. Wszyscy jesteśmy skupieni na pisaniu egzaminu. Zatraceni w czasie i przestrzeni, byleby 3 było.

Aż tu nagle ktoś wchodzi. Wymienia kilka z zdań z prowadzącym nasz egzamin wykładowcą (zostało nam jescze jakieś 20 minut do końca egzaminu) i co się okazuje?

Że mamy bez pardonu wypierd…ać z sali, bo ktoś inny ma mieć w niej egzamin.

Że co? No ok, ale przecież mogą poczekać… a my tak, w środku testu, mamy sobie wyjść?

I wyszliśmy. Do innej sali, położonej w … INNEJ SZKOLE (pobliskie technikum, w którym czasem odbywają się zajęcia).

I idziemy z testami do połowy wypęłnionymi w ręku. I idziemy do innej szkoły, by dokończyć egzamin. I trafiamy w 30 osób do 15 osobowej sali.

To nie jest fikcja literacka. To Humanitas.

// Nadesłane przez GD

Czas podsumowań

Kończy się kolejny rok szkolny akademicki.
Jest to dobry okres, by podsumować to, co się w tym czasie wydarzyło.
Zarówno te ostatnie kilka miesięcy, jak i lata wcześniejsze, gdyż powoli dobiega końca przygoda wielu ze studiami na Wyższej Szkole Humanitas.
Z tej okazji chyba można pokusić się o kilka przemyśleń i rozważań.
A zaczynało się to wszystko bardzo dobrze. Gdy przed laty po raz pierwszy wstępowaliśmy w mury lokalnej Alma Mater tryb studiów był całkiem inny:

* cztery dni wypełnione zajęciami, bywało tak, że kilka dni pod rząd studenci musieli siedzieć od rana do wieczora
* trzeba było się uczyć! To straszne, ale w pierwszym roku miałem zeszyt, który zapełnił się w jakimś znacznym stopniu. Może nie otwierałem go w domu, jednak coś tam zapisywałem.
* ktoś pamięta czesne na poziomie 340 zł/mc?
* Gazeta Wyborcza codziennie dostępna pod szatnią. Czynną szatnią. Od dłuższego czasu GW nie ma, nie uświadczymy też i czynnej szatni.
* nie wiem, czy to zależało od losowego dobru przedmiotów, ale jednak jakoś merytoryczniej było

I tak kończył się pierwszy rok studiów na WSH. Potem niestety studenci wkroczyli w rok drugi.
Nie było już tak wesoło:

* rewolucyjny system 3 dni studiowania + 4 dni wolnego, ponoć na możliwość podjęcia stałej pracy. Dla niektórych może i dobre, ale jednak duża część studentów poszła na studia DZIENNE, by studiować w tygodniu, nie natomiast biegać z łopatą, siekierą czy inną tacką na pizze. Student – leser, jakim jestem ja i wielu innych był przez to zmuszony to słuchania hejtów ze strony najbliższej rodziny: „Co to za szkoła, jak ciągle siedzisz w domu!” czy „Jak masz siedzieć w pokoju czy biegać po lesie to lepiej idź do jakiejś roboty!” były na porządku dziennym. Smutne.
* I zamiast tych przynajmniej 4, a czasem 5 dni na uczelni zostawały 3. Przeważnie trzy dni po dwa zajęcia, czasem jedno. Mało. A jednak niektórzy wykładowcy kończyli ku ucieszeniu niektórych po 40 minutach, albo nawet szybciej. Niby fajnie, można sobie iść na piwo (pytanie jednak – z kim!?) ale przecież za to żeby siedzieć te pieprzone ok.90 minut na każdych zajęciach ludzie płacą i jednak powinno sie wymagać jakiegoś podejscia do klienta. Nauka to też towar.
* Wykłady Humanitas – też wspominane już na tym blogu. Pomysł bardzo dobry, mogący zainteresować wiele osób. Jednak wykonanie już niestety nie. Przez trzy lata godne zapamiętania mogły być dwa, trzy takie spotkania.
* poziom zajęć zaczynał spadać. Można było niektóre przedmioty lubić (jak np. prawo) lub nie (logika z semiotyką), ale jednak nie można było im oraz wykładającym je ludziom odmówić jakiegoś zaangażowania, wiedzy i sposobu jaką tę wiedzę przekazują. I choć logiki nie cierpiałem, a pan doktor źle sprawdził mój egzamin (matematyk, który nie doliczył się 3 pkt na kartce – dziwne) to te przedmioty nadawały się na uczelnie.
* Następnym dziwnym punktem są prezentacje, na których opiera się nauka na egzaminy i zaliczenia. Były one czasem całkiem dobre, przeważnie takie na poziomie „ujdzie”, ale część z nich wyglądała na wykonane przez uczniów podstawówki na jakiś projekt piątoklasistów
* co do piątoklasistów to oni chyba nie wyklejają ani nie rysują kredkami. Studenci WSH żeby zdać – niestety tak
* ogólnie przez te trzy lata mam dziwne wrażenie, że cofnąłem się na tych studiach w rozwoju.
* koledzy i koleżanki z innych uczelni wyjeżdzali kilka razy do roku na organizowane przez szkoły wyjazdy. Mogli się pochwalić pobytami w Transylwanii, Paryżu, Skandynawii etc. I nie były to tylko stricte alkowyjazdy. Niestety na WSH żadnego oficjalnego, promowanego przez uczelnie wyjazdu nie widziałem. Był wyjazd do Zakopanego, organizowany przez samorząd, ale z frekwencją zbyt dobrze nie było, a w ostatnich latach nawet tego zrobić się nie udało.
* plusem może być praca dziekanatu, który chociaż nie pracuje co dziwne w kazdy dzien tygodnia (przy trzydniowym trybie studiów jednak w środy powinien działać), to jednak gdy się już tam trafi to jest się dość mile przyjętym i ludzie tam przesiadujący starają się zawsze pomóc na tyle na ile potrafią

Reasumując najlepsze chwile na WSH spędziłem chyba na pobliskich bunkrach, które przed rokiem szlag trafił :(

P.S. teraz przed obroną patrząc na pytania z puli smutne jest to, ze na wiele ciężko bez szukania w książkach na nie odpowiedzieć ale na pocieszenie mogę pochwalić się tym, gdzie który wykładowca był na wakacjach, ile lat ma wnuczek innego, a gdzie inny jeszcze chodził po maturze na kremówki

Historie stołówkowe

obraz

Podczas studiowania na WSH od czasu do czasu każdy po pewnym czasie zaczyna odczuwać głód i potrzebuje coś przekąsić.
W humanitasowych katakumbach powstała w celu zaspakajania pustych studenckich brzuszków stołówka, gdzie można się zaspokoić przez żołądek.
Ale czy w praktyce głodni i spraginieni humanitasowi studenci zawsze mogą sobie pozwolić na przyjemność wrzucenia czegoś na ząb nie wychodząc z murów WSH? Odpowiedź jest niestety negatywna.
Nie tak dawno złożyłem wizytę w tym miejscu, gdzie zachęcany widoczną na obrazku ofertą „Granatoburger” (każdy kto ostatnio odwiedził stołówkę wie, że to menu jest bardzo intensywnie promowane) chciałem posilić się jednym z tych przysmaków (zachwalanych jako „zdrowe”,co komuś kto już swoją życiową porcję hamburgerów zjadł było jak najbardziej na ręke) i próbowałem złożyć zamówienie. Po kilku minutach czekania na kogoś odpowiedzialnego za jego przyjęcie rozpoczęła się droga przez mękę:
- Dzień dobry, poproszę Beefa.
- Nie ma.
- Hmm…szkoda. W takim razie Goldena.
- Też nie ma.
- Szlag. To może ten kebab?
- Skończył się.
- A jest może coś innego z tej oferty?
- Niestety, zaoczni zjedli.
tu nastąpiła konsternacja. Ale nic, patrzę wygłodniałym wzrokiem na tablicę, omijając pozycję „hamburger” i „zapiekanka” (która ogólnie jest tam dobra, ale moje szczęscie jest takie, że ostatnio dostałem dwa razy pod rząd dość zimną i jakoś skończyłem moją karierę z jedzeniem humanitasowych zapiekanek). Nagle znalazłem kilka innych ciekawych rzeczy, które pozwolą przeżyć dzień:
- To może w takim razie dwie porcje frytek?
- Nie ma.
- Aaaaa…niech stracę – placki ziemniaczane brzmią ciekawie.
- Też nie ma.

Jak żyć?!
W zasadzie nie chcąc jeść hamburgerów i ich wariacji zostaje biednemu studentowi zakup kubeczka plastikowego za 20 groszy, dokupienie do niego śmietanki do kawy za groszy pięć i zalanie tego dowolnym płynem (od wody z kranu po denaturat) tworząc w ten sposób swoistą „mieszankę studencką”. W końcu głód można zapić.
Słabo.
A głodny student to zły student.

Otwórzcie szatnie!

Strasznie wkurwia mnie ciągle nieczynna szatnia w Humanitasie.

O ile zimą po odczekaniu krótszej czy dłuższej chwili zwykle pojawia się jakaś Pani, o tyle w lato czeka nas figa z makiem. Nie wiem czy wiecie, ale rano o dziewiątej nie zawsze jest 20-stopniowy upał i czasem warto założyć jakąś kurtkę. I co? Jajco, musisz nosić ją przez 6h (albo czasem dłużej) koło dupy, do tego torba z laptopem, jakaś butelka z mineralną, zeszyt i… torba cięższa i bardziej wypchana niż plecak gimnazjalisty.

A jak pada deszcz i weźmiesz kurtkę? Nie dość, że przez cały dzień musisz się z nią uganiać, to jeszcze jest mokra!
Parasol? Zapomnij, chyba, że go sobie w dupę wsadzisz.

Wyższa Szkoła Emeritas?

Kiedy przed kilku laty zaczynałem pisać historię swego studiowania na WSH wszystko wyglądało na uczelni całkiem normalnie.
Na każdym kroku me serce radowało się widokiem młodych studentek, od czasu do czasu trochę starszych studentek a niekiedy nawet można było sobie minąć Murzyna.
Jednym słowem – okej. Uczelnie skupiająca u siebie wielu młodych ludzi. Tak być powinno. Raz na jakiś czas widziało się starsze panie grupujące się na spotkanie w ramach Uniwersytetu Trzeciego Wieku.
Niestety od jakiegoś czasu proporcje się odwróciły. Gdy raz na jakiś czas odwiedzę mury Humanitasu strasznie ciężko zaobserwować mi młode studentki. Kiedyś wchodziło się po przerwie wakacyjnej i od razu było można napotkać się na takie grupki. Człowiek patrząc od razu wiedział – „O, pierwszy rok. Jedna nawet fajna”, i tak na każdym kroku. Teraz wchodząc na WSH można minąc kilka osob, które widuje się od paru lat. Co do nowych nie wiem nawet czy jacyś są.
Za to co chwilę omijam krążące tu i ówdzie staruszki (a to na wykład, a to na spotkanie klubu seniora [sic!], a to jedna miała iść do lekarza ale zapomniała i poszła na WSH). Normalnie armagedon. Ostatni raz widziałem tylu starszych ludzi na WSH, gdy kilka lat temu zjadali przysmaki na bankiecie bożonarodzeniowym (studenci musieli zadowolić się wtedy winem).
Reasumując uważam, że uczelnia powinna być miejscem w przeważającej większości dla ludzi młodych. Korytarze WSH pokazują, że tak nie jest.
Nie wiem jak wygląda kondycja finansowa WSH ani jakie będą plany uczelni na przyszły rok akademicki ale boję się, że zamiast otwarcia kierunków na pierwszym roku licencjata czy magisterki szkoła otworzy swe podwoje tylko dla emerytów i rencistów.

Opłaty – Historia Patrycji

Studiowalam na tej uczelni przez 3miesiace- od pazdzernika do grudnia. do sesji zaliczajacej nie podeszlam,nie uczeszlam juz tez zabardzo na zajecia w grudniu. myslalam ze w zwiazku z tym( poniewaz bylo nam mowione ze jak ktos nie pojawi sie na zajeciach z danego przedmiotu 2razy w semestrze to zostaje wykreslony z listy studentow) nie jestem juz studentem uczelni i nie zlozylam stosownego pisma o skreslenie z listy. Czytaj więcej

Świąteczny Konkurs!

Uwaga, Ocieplanie wizerunku WSH organizuje świąteczny konkurs!

Wygrać można wspaniałą nagrodę – darmowe piwo z redaktorami bloga!

Zwycięzcę wybierzemy wyliczanką „entliczek pętliczek”, a  w konkursie wziąć udział może każdy.

Wystarczy w komentarzu tego wpisu dokończyć zdanie:

Studiowanie w Humanitasie, jest jak…

Krótki regulamin:
- Dodając komentarz należy podać działający adres e-mail, abyśmy mogli się skontaktować ze zwycięzcami;
- Ma być choć trochę merytorycznie :)
- Konkurs trwa do czasu zgromadzenia przynajmniej 10 komentarzy;